Tytuł: Pamiętnik z wojny.
Wiadomość wysłana przez: Cririus w Grudzień 08, 2006, 02:53:18 PM
Wiadomość wysłana przez: Cririus w Grudzień 08, 2006, 02:53:18 PM
Dzięki inspiracji Xilliego udało mi się napisać pierwszy rozdział mojego opowiadania. Nie jest wspaniałe ale zawsze coś ;) Trzeba się uczyć :D Btw. opowieść piszę na bieżąco ;)
Pamiętnik z wojny.
Wrzesień
Początek
Wojsko, pełnimy służbę. Telewizja donosi: atak Japonii na Polskę, Warszawa w płomieniach. Oddziały wyruszyły na pomoc w tym Ja. Uzbrojeni w pistolet, karabin i granaty. Na twarzach innych żołnierzy widać przerażenie.
- Zaraz będziemy na miejscu! – krzyknął generał siedzący na przedzie opancerzonego transportera.
Coraz większe zdenerwowane wśród chłopaków. Dłonie same mi się trzęsły. Różne miałem przemyślenia. Czy to wojna? , Ale jak? , Dlaczego? Nagle, bum! Leże na ziemi, prawie nie przytomny. Przed oczami widzę palącą się ciężarówkę. Moja ręka, krwawi. Wstałem, wokół mnie ogień, gruz budynku. Słychać japoński język , widać japończyków z karabinami w rękach. Zabijają naszych. Zacząłem rozglądać się za bronią. Nagle poczułem zimno na plecach. Moje ubranie z tyłu mokre. Krew. Odwróciłem się , zauważyłem żołnierza z pistoletem a pod moimi stopami japończyka z kulą w szyi.
- Miałeś szczęście że byłem w pobliżu, jak się nazywasz? – zapytał mnie.
- Tommy, widziałem cię w ciężarówce.
- Ty też tam byłeś.
- Gdzie wszyscy? Co się stało?
- Prawdopodobnie trafiła nas bomba, większość nie żyje ale kilku z nas jeszcze się trzyma.
- Macie jakąś kryjówkę?
- Tak, nie daleko lasu. Chodź ze mną.
Podniosłem japońską broń z pod nóg i pobiegłem za żołnierzem. Na niebie wydać było stada samolotów które wciąż bombardowały okolice. Wracały i nadlatywały ponownie. W końcu dotarliśmy. Było nas ze dwunastu. Każdy miał przy sobie karabin jednostrzałowy.
- Panowie, udało się uratować następnego żołnierza. Jestem David, zapoznam cię z resztą. To jest Diego, Spens, Jack, Will... – pokazywał palcem na każdego po kolei.
Słychać było kolejny wybuch. Ale tym razem głośniejszy. Bomba spadła widocznie blisko nas. Wszyscy leżeli na ziemi.
- Co to było? – Zapytał Diego.
- Widocznie samolot spuścił bombę niedaleko od naszej kryjówki. David, mamy jakiś plan?
- Musimy się dostać do bunkru. Tam jest nas więcej.
- Gdzie on jest?
- Po drugiej stronie miasta. Musimy się przebyć i do nich dołączyć. Dzięki temu będziemy mieli większe szanse aby pokonać wroga.
- To na co jeszcze czekamy?
- Na zwiadowcę, jeżeli przeżył to powinien wrócić o zmroku. Musimy przeczekać.
- Mam nadzieje że żyje, inaczej będzie z nami krucho – wtrącił Spens.
- Ukryjmy się w lesie, będziemy mieli większe szanse na przeżycie.
Bez chwili wahania wszyscy zaczęli kierować się do lasu. Ukryliśmy się za drzewami i czekaliśmy. Czekaliśmy aż zapadnie zmrok.
I jak? :)
Pamiętnik z wojny.
Od Autora:
Opowiadanie napisałem dzięki inspiracji Xiliego za co jestem wdzięczny. Pomysł do stworzenia tej historii nasunęła mi również pewna książka napisana przez Mirona Białoszewskiego.
Opowiadanie napisałem dzięki inspiracji Xiliego za co jestem wdzięczny. Pomysł do stworzenia tej historii nasunęła mi również pewna książka napisana przez Mirona Białoszewskiego.
Wrzesień
Początek
Wojsko, pełnimy służbę. Telewizja donosi: atak Japonii na Polskę, Warszawa w płomieniach. Oddziały wyruszyły na pomoc w tym Ja. Uzbrojeni w pistolet, karabin i granaty. Na twarzach innych żołnierzy widać przerażenie.
- Zaraz będziemy na miejscu! – krzyknął generał siedzący na przedzie opancerzonego transportera.
Coraz większe zdenerwowane wśród chłopaków. Dłonie same mi się trzęsły. Różne miałem przemyślenia. Czy to wojna? , Ale jak? , Dlaczego? Nagle, bum! Leże na ziemi, prawie nie przytomny. Przed oczami widzę palącą się ciężarówkę. Moja ręka, krwawi. Wstałem, wokół mnie ogień, gruz budynku. Słychać japoński język , widać japończyków z karabinami w rękach. Zabijają naszych. Zacząłem rozglądać się za bronią. Nagle poczułem zimno na plecach. Moje ubranie z tyłu mokre. Krew. Odwróciłem się , zauważyłem żołnierza z pistoletem a pod moimi stopami japończyka z kulą w szyi.
- Miałeś szczęście że byłem w pobliżu, jak się nazywasz? – zapytał mnie.
- Tommy, widziałem cię w ciężarówce.
- Ty też tam byłeś.
- Gdzie wszyscy? Co się stało?
- Prawdopodobnie trafiła nas bomba, większość nie żyje ale kilku z nas jeszcze się trzyma.
- Macie jakąś kryjówkę?
- Tak, nie daleko lasu. Chodź ze mną.
Podniosłem japońską broń z pod nóg i pobiegłem za żołnierzem. Na niebie wydać było stada samolotów które wciąż bombardowały okolice. Wracały i nadlatywały ponownie. W końcu dotarliśmy. Było nas ze dwunastu. Każdy miał przy sobie karabin jednostrzałowy.
- Panowie, udało się uratować następnego żołnierza. Jestem David, zapoznam cię z resztą. To jest Diego, Spens, Jack, Will... – pokazywał palcem na każdego po kolei.
Słychać było kolejny wybuch. Ale tym razem głośniejszy. Bomba spadła widocznie blisko nas. Wszyscy leżeli na ziemi.
- Co to było? – Zapytał Diego.
- Widocznie samolot spuścił bombę niedaleko od naszej kryjówki. David, mamy jakiś plan?
- Musimy się dostać do bunkru. Tam jest nas więcej.
- Gdzie on jest?
- Po drugiej stronie miasta. Musimy się przebyć i do nich dołączyć. Dzięki temu będziemy mieli większe szanse aby pokonać wroga.
- To na co jeszcze czekamy?
- Na zwiadowcę, jeżeli przeżył to powinien wrócić o zmroku. Musimy przeczekać.
- Mam nadzieje że żyje, inaczej będzie z nami krucho – wtrącił Spens.
- Ukryjmy się w lesie, będziemy mieli większe szanse na przeżycie.
Bez chwili wahania wszyscy zaczęli kierować się do lasu. Ukryliśmy się za drzewami i czekaliśmy. Czekaliśmy aż zapadnie zmrok.
I jak? :)