Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Pomóż nam stworzyć serwer!

Autor Wątek: Opowiadania klimatyczne ;)  (Przeczytany 17045 razy)

Offline Cririus

  • ****
  • Wiadomości: 464
  • Pochwał: 4
Opowiadania klimatyczne ;)
« dnia: Grudzień 07, 2006, 02:03:11 pm »
Zamieszczajcie w tym temacie wasze (co najmniej 10 zdań) opowiadania klimatycznie (oczywiście klimat L2 ;)). To ja zacznę :)

Bohater: Reothe - Dark Elf.

Reothe mieszkał w małej wiosce nie opodal Giran. Z jego rodziny jedynie on interesował się czarną magią. Reszta wolała władać mieczem. Reothe zgłębiał swą magiczną wiedzę z najróżniejszych ksiąg. Był szanowanym obywatelem wioski. Sprawiedliwy, uczciwy, honorowy. Zupełnie jak jego ojciec. Lecz pewnego dnia, o świcie oddział orków zaatakował wioskę Ciemnych Elfów. Potężni wojownicy oraz zadziwiający szamani. W kilka minut roznieśli całą wioskę w pył. Ojciec i matka Reothara zginęli w obronie wioski. Był on jednym z nielicznych osób którym udało się przeżyć. Samotnie bez rodziców podążył do Giran, tam przyłączył się do Ciemnego Kręgu gdzie uczono najmłodszych jak posługiwać się czarną magią. Po kilku latach nauk zdał on wielki test magów dzięki któremu rada kręgu mogła zdecydować czy uczeń jest gotowy by ruszyć w swoją stronę. I tak Reothe przemierzał świat aby znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Odnalazł je w małym mieście zwanym Dion. Zamieszkał w nim. Nie opodal murów miasta był mały las gdzie Reothe w ciszy mógł odnaleźć spokój i harmonię medytując w tym magicznie zacisznym miejscu.

I co o tym sądzicie? ;)
Wysyłajcie tu swoje opowiadania.
Zaufaj różowej sile :*:*:* || Lineage jest bogiem, expienie nałogiem, skille podstawą, a pk zabawą. || Graveland.

Offline Xili

  • ***
  • Wiadomości: 104
  • Pochwał: 5
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 08, 2006, 10:54:08 am »
Tu coś ode mnie.

Silos- Dwarf

Silos będąc małym chłopcem uwielbiał podziwiać wszelakie pojedynki, turnieje. Mieszkając w Ciernistych Górach nauczył się biegle wymachiwać toporkiem.
Gdy już dorósł rada przydzieliła go do 3 zespołu kopaczy, zajmującego się wydobywaniem Hinioum (toż drogocenny minerał!). Silos co prawda od zawsze pragną stanąć w pierwszym szeregu odziany w zbroję i dzierżąc w ręku topór, lecz nie takie było jego przeznaczenie. Podczas wydobycia minerału razem z drużyną natkną się na małą salę (pokoik?). Ostrożnie wczłapał do środka rozglądając się na boki. Na sam środek sali padał słup światła przez otwór u sklepienia. Właśnie tam nasz górnik postanwoił skierować swe kroki. Starał się być bardzo ostrożny, rodzice opowiadali mu o pradawnych istotach piekielnych zamieszkujących Xyrion. Doszedł do tegoż miejsca i od razu zauwarzył rozpadlinę w ziemi, dając znak kopaczom aby przynieśli troszke Hinioum i linę (Hinioum ma właściwości błyszczenia w ciemnościach, ale jest pare innych troszkę bardziej drastycznych sposobów użycia tegoż minerału) rozpoczął oglądanie sali. Wiedział, że jego ekwipunek przybędzie-tylko musi na niego troszkę poczekać.
Odkrył coś ciekawego, ściany tej sali pokryte były runami prawdopodobnie (z wyliczeń Silosa) sala ta zbudowana została w 2 kwartale 1 ery i służyła ona za zbrojownie Hellionów (toż Demony Piekielne!). Jednak Hellionowie nigdy nie korzystali ze zwykłego oręża, broń ich odznaczała się tak wielką magią.
Wreszcie przyszli kopacze. Przywiązali liny i spóścili Silosa na dół. Ten zbadawszy pomieszczenie odkrył coś niezwykłego. Jako, że walki z Hellionami trwały blisko pól wieku (w końcu wypędził ich ze swego królestwa Gharin) Hellioni musieli uzupełniać swe szeregi. Niestety bramy piekielne otwierały się rzadko i w nieokreślonych miejscach (z wierzeń miejscowych to piekło chcę zawładnąc ziemią-ale bujda). Hellioni musieli znaleźć na to sposób, ich magowie pracowali nad metodami zawładnięcia ludzkimi umysłami, to byłby przełom w tej wojnie. Nie każdy ochoczo strzela do syna swego. Ale wojna skończyła się zbyt szybko, a Hellioni zmuszeni do opuszczenia swych legowisk nie zawsze "sprzątali" po sobie.
Szczelina ta była bramą do pracowni tych piekielnych poczwar. To właśnie tu ich magowie pracowali nad mrocznymi sztukami, jak również tu zaklinano oręż największych Helliońskich wojów. Silios odnalazł wiele ksiąg zapisanych runami i piekielnym pismem. Zawołał resztę kopaczy do środka.
Ci byli zachwyceni i postanowili aby to miejsce stało się ich wspólną tajemnicą. Po pracy (jakoże to byli młodzi chłopcy) przychodzili tutaj trenować, a Silos, a Silos odnalazł swoje powołanie. Gdy inni wymachiwali (nie zaklętymi jeszcze) toporami i mieczami ten krasnolud rozkoszował się Helliońską literaturą (czyt. księgami zaklęć, opisem starć i rytułałów).


Mam nadzieje, że się podobało. Ci co przeczytają  wątek "Otoż historia Krwawych Orłów" zobaczą pewne powiązania.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 08, 2006, 12:58:59 pm wysłana przez Xili »
I siedziało ich tam troje. Niegdyś mężni woje, teraz tak bezbronni. To była ich pierwsza porażka. Wiedzą że "Raj" został stracony na zawsze. Nie nacieszyli się SPSem Na subie, nie nacieszyli się wreszcie pełnym klanem, nie nacieszyli się Legendarnym Hell Knightem. Pogrążeni w rozpaczy :cry: pokonani przez podrzędne FBI!!! Lecz teraz nie na Raj czekają, jak tylko mogą na maxie pykają i nie o piekielnych rycerzach marzą. Dualistą być chcą.
Jak by ktoś nie wiedział o czym pisze to: FBI mówimy NIE!

Offline Zarean

  • Edhel
  • *****
  • Wiadomości: 710
  • Pochwał: 13
  • Angel of Darkness
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 08, 2006, 12:38:55 pm »
- ...Ciemność... ahhh ciemność, uwielbiam ją. Jest taka przepiękna, lecz zdradliwa. Zdradliwa... zależy dla kogo... wkońcu to ja zabijam, a nie ja zostaje zabijany... Moją chwałą jest śmierć zwierząt, ludzi, orków, krasnoludów, a szczególnie... elfów.
Mrok nagle się rozjaśnił, lecz zabójca potrafi znikąć w oka mgnieniu. Dzielny elf wszedł tutaj, by znaleźć zabójcę wszystkich tych elfów- Drowa Krowna.
Ehhh cos mi nie wychodzi :/ moze cos innego napisze ale pozniej bo po pierwsze nie mam postaci zadnej, bo paradise`a juz nie ma i nie wiem o czym napisac. ocencie te moje dukanie, ale mowie to nie wyszlo. Musze kogos zrobic na abyssie x300 i pojsc z kims na party gdzies moze cos wymysle :/
sry za dwa posty pod rzad

Offline System

  • P'haq u
  • *******
  • Wiadomości: 1840
  • Pochwał: 20
  • Siła!
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 08, 2006, 02:31:07 pm »
Piszcie same opowiadania...komentarze są zbędne...
"Czekaj...Czy ja k***a lubię poziomki?"

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 09, 2006, 11:49:09 am »
Piszcie same opowiadania...komentarze są zbędne...
Ja(narrator)  - Ja, czyli human, sorc ;)
Harat - Human, DA


Miał to być zwykły dzień...

Jak to zwykle bywa, pobudka, ból głowy, słodki zapach Mikstury Na Manę zakupionej u tego łysego krasnoluda, śniadanie w pośpiechu, kilka zaklęć zwiększających siłę w dłoniach, twardość białego aksamitu tuniki, koncentrację i "zapał"(w bardziej dosłownym znaczeniu tego słowa - zaklęcie sprawia, że skóra promienieje ogniem)... Zaczeło się dość normalnie - spotkaniem starego przyjaciela.

- Witaj, masz jakieś plany na dziś? - spytał mnie kumpel o imieniu Harat.
- Witaj. Raczej nie. Coś planujesz? - odparłem.
- Chciałem zrobić mały wypad do legowiska Antarasa... Idziesz z nami?
- Oczywiście! - zgodziłem się z udawanym uśmiechem. Harat uwielbiał tam chodzić - był silny, mocny, aby go powalić, trzeba się męczyć kilka godzin, więc potwory nie mogły go zbyt mocno uszkodzić. Ja byłem fizycznie nico słabszy o kilka poziomów doświadczenia, a potwory tam były dość odporne na ogień(w końcu żyją wraz ze Smokiem), więc nie czuję się tam zbyt dobrze.

Kiedy spytałem, kto jeszcze zamierza iść, odpowiedział jedynie "łucznik, buffer i jakiś wojownik, nie znam ich zbyt dobrze". Gdybym spytał dogłębniej, być może dzień potoczyłby się inaczej...

- Spotkamy się przy wejściu - rzekł.

Gdy doszedłem do wejścia, spotkałem Harata, który czekał na mnie(no dobrze, może się troszkę spóźniłem - musiałem kupić kilka przydatnych przedmiotów, prawda? Co prawda ciągle mam te głupie wrażenie, że czegoś zapomniałem...). Brakowało tylko wojownika, który - według relacji Harata - spóźniał się już od godziny.

- Wejdźmy w głąb, wojownik dołączy.

W środku, gdy zobaczyłem po raz pierwszy "ekipę", z którą miałem iść do tego piekielnego miejsca, niemal opadła mi szczęka. Łucznik, a właściwie łuczniczka (mogę też powiedzieć - elfka), miała zwykly, krótki, drewniany łuk oraz skórzaną zbroję. Buffer miał w ręku kryształową laskę i potrafił jedynie kilka niezbyt przydatnych ulepszeń.

- Skąd ty ich wytrzasnąłeś? Ze schroniska? - mruknąłem do Harata.
- Cóż... Więc... Pewna osoba dała mi do zaopiekowania swoich podopiecznych, i prosiła, abym wraz z nimi zdobył dość szybko doświadczenie, więc... - odszepnął.
- Więc wziąłeś ich tutaj? Przecież oni nie przeżyją trzydziestu minut! - odszednąłem.
- Nie przesadzaj. Jeszcze nie widziałeś wojownika... O, zobacz, wreszcie nadchodzi!

Gdy popatrzyłem we wskazany przez niego kierunek, serce mi na chwilę zamarło. Wcisnąłem się głębiej w szczelinę skalną za moimi plecami, a oczy niemal wyszły mi na wierzch... Był to ork, z gigantycznym, dwuręcznym mieczem w ręku i w błyszczącej zbroi. A nad jego głową wisiał magiczny znak, widziany tylko przeze mnie(w końcu jestem magiem, nie?), przedstawiający... Dwa skrzyżowane miecze (czy, jak kto woli, pięści - każdy to odbiera na swój sposób) na czerwonym tle, oznaka wojny klanów... Opanowałem się, odetchnąłem głęboko. W końcu nic nie zdziałam, siędząc w zagłębieniu skalnym.

- Hej, witajcie i przepraszam, że tak długo na mnie czekaliście - krzyczał jeszcze w biegu do nas, z uśmiechem na twarzy. Podczas, gdy mówił, użyłem święconego Strzału Ducha(dziwna nazwa, nieprawdaż?) i zacząłem inkarnację. - Wreszcie was znalazłem. Hej, Haracie, już jes....

Nie dokonćzył zdania. Wielki, ogniski pocisk spłynął z moich rąk i trafił go w brzuch, zanim zdążył w ogóle zpojrzeć w moją stronę,a następny w głowę. Teraz zobaczył mnie, oczy mu rozbłysły i ruszył w moją stronę. Inkrnacje zaklęć nie spływały ani na chwilę z moich ust. Siachar, a'chata'ri... I'wi'a Weak me shadow, to'je'daer... Iii'dick! Shapen... I'dick!

Ork, niestety, nie był słabeuszem. Choć w spowolnionym przez jedno z moich zaklęć tempie, zdołał do mnie podbiec. Udało mi się uniknąć ciosu miecza wymierzonego w moją głowę i puściłem następny krążek ognia. Miecz orka się zaczynał już roztapiać od wszechogarniającego go żaru. Ork wyrzucił go i zamachnął się we mnie pięścią. Trafił mnie w ramię z siłą mogącą powalić byka i zwalając mnie z nóg. Szybko podniosłem się i uniosłem laskę. Ork przestraszył się, zapewne myśląc, że nie wytrzyma następnego krążka ognia. No cóż, musiałem go rozczarować. Zamiast puszczać zaklęcie, z całej siły uderzyłem go w głowę uniesioną laską, zabijając go.

Odetchnąłem z ulgą. Udało się. Przeciwnik pokonany... Rozejrzałem się w koło. Elfka miała przestraszoną minę. Harat patrzył w moim kierunku ze spłoszonym wyrazem na twarzy, podobnym jak u buffera.
- Ktoś przegrywa, ktoś wygrywa... Ktoś musi nie żyć, by żyć mógł ktoś... Nieprawdaż? - Mruknąłem z zadowoleniem.

Po stracie jednego z członków z naszej grupy, nie mieliśmy nic innego do roboty, niż zdobywanie doświadczenia. Podczas walk z potworami w legowisku okazało się, że łuk elfki nie ma nawet klasy, a laska buffera ma połamany na końcu drążek, przez co moc wyciekała ciurkiem, a laska stawała się coraz mniej użyteczna. Udało mi się naprawić jako-tako jego laskę, aby przez pewien okres czasu powstrzymać wypływ mocy. Doszliśmy do miejsca, gdzie mieszkały mocniejsze potwory, a także było jeszcze goręcej. Weszliśmy w jeden z korytarzy. Harat wziął na siebie kilka potworów, które elfka osłabiała(nie mogła ich zabić - zbyt mocne moby na jej łuk), a ja zabijałem.

Znaleźliśmy się na końcu korytarza.

- Zobaczcie, skrzynia! Zaraz, mam jakies klucze! - krzyknęła elfka.
- Zaczekaj! Nie podchod... - zaczął Harat, ale nie skończył, bowiem elfka uruchomiła pułapkę: ściana po lewej otworzyła się, ukazując ukryty korytarz. Bynajmniej, korytarz nie był pusty. Wyszło z niego około dwudziestu potworów. Niemal zdeptały przestraszoną elfkę. Zdążyła strzelić do jednego potwora, który zaraz podszedł, zamachnął się maczugą i... no cóż, w każdym razie mieliśmy o jednego kompana mniej. Harat krzyknął i skoczył ku potworom. Ja starałem się je zabić, albo przynajmniej uśpić... Niestety, jako że byłem już zmęczony wcześniejszą walką, ręka podczas inkarnacji mi drgnęła, przez co potwory poczuły tylko coś w rodzaju walnięcia w bok. Przynajmniej większość z nich spojrzala w moją stronę i pobiegła w moim kierunku...
- Ups...
-Uciekajmy! Szybko, do wyjścia! - Krzyknął Harat.
Jako że byłem najdalej, zdołałem się najszybciej oddalić. Jednak biegłem z zamkniętymi oczami... Mój błąd. Wpadłem w sam środek grupy innych potworów. Zanim zakończyłem swój jeden z żywotów(jako mag początkowo miałem ich dziewięć... Ale w Akademii Magii zdażały mi się bójki z innymi magami, a że znam kilka przydatnych zaklęć, ilość żyć nieco mi... urosła), spojrzałem za siebie. Buffer zniknął gdzieś pod stopami potworów, a Harat właśnie wydobywał z siebie ostatki sił. O, właśnie upada... Opuściła mnie energia życiowa. Zapadła ciemność.

Jakiś czas potem, który wydawał mi się wiecznością, zobaczyłem ośepiające światło. Potem zauważyłem, że jestem pośrodku magicznego kręgu. Następnie elfią twarz wpatrującą się we mnie z ciekawością. Spojrzałem do tyłu, gdzie zpbaczyłem Harata, który rozcierał rany jakąś maścią. Przypomniałem sobie, co nas spotkało i przypomniałem sobie, że ja też mam mnóstwo ran. Syknąłem z bólu, próbując wstać. Elf wyciągnął rękę, trzymającą jakąś maść.

-Weź. To ci pomoże.
-Dziękuję...

Gdy po kilku minutach poczułem się lepiej, poszperałem w swoim plecaku. Wyciągnąłem dwa zwoje ucieczki. Jeden z nich rzuciłem w stronę Harata.

-Łap! Ja stąd wieję... - powiedziałem do Harata, po czym odwróciłem się do nieznajomego elfa. - Dziękuję jeszcze raz. Do widzenia!

Gdy zacząłem czytać zwój, otoczył mnie błękitny krąg. Uciekałem z Legowiska Smoka. Brr! Nigdy więcej!

By Soulern. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Historia oparta na faktach. Nick "Harat" jest faktycznym nickiem mojego przyjaciela.
« Ostatnia zmiana: Luty 28, 2007, 04:45:29 pm wysłana przez Soulern »

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline Zarean

  • Edhel
  • *****
  • Wiadomości: 710
  • Pochwał: 13
  • Angel of Darkness
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 09, 2006, 05:56:47 pm »
Ok. może teraz mi cos wyjdzie:
Bohaterzy:
Rusorak (Elf Silver Ranger- glowny bohater tej grupy),
Zarean (Czlowiek, Gladiator- dolaczyl najpozniej ze wszystkich do grupy),
Shinel( Ciemny Elf, Blade Dancer- Hmm jest dziwny, zamkniety w sobie, lecz nie potrafi widzec cierpien innych),
Kenzai( Warcryer- Chce bycdowodca, lecz to Rusorak jednak dowodzi),
Marshall i Sami( Krasnoludy- najbardziej dziwne postacie, po pierwsze- maja dziwne imiona, niepasujace do reszty, po drugie- nie sa ze soba spokrewnieni, ale sa jak brat i siostra),
Sinea(Elfica, Spellsinger- Rusorak cos do niej czuje, ale boi się jej to powiedziec, ma nature mitologicznej Evy)
Gościnnie: Soulern jako Król Aden :D  :oops:

Czasy: brak
(pisze bez polskich znakow będzie szybciej, lecz czasami będę pisal bo mi tak się wcisnie :D)
UWAGA!!!
Historia ta będzie nawiazywala do opowiesci lineagowej, a raczej mitologi Lineage. Będzie to raczej napisanie tego co myslalem po przeczytaniu jej.

Gdy wędrowiec już zniknął w mgle nasza grupa zamilkła patrząc się w ogień i rozmyślając nad opowiadaniem tajemniczego wędrowca. Gdy jednak ogień zgasł Marshall powiedział:
-   No trzeba się brać do spania, jutro ważny dzień.
-   Jak to ważny – zapytała Sami.
-   Mamy spotkanie z Królem Aden, samym Soulernem (nikogo innego nie miałem na myśli oprócz ciebie :D więc masz taką rolę) –rzekł Rusorak.
-   To on jest tym potężnym magiem rasy ludzkiej?- powiedział dociekliwie Kenzai.
Ach zawsze chciałem z nim stoczyć walkę- ciągnął dalej.
-   Dobra koniec tej dennej paplaniny- burknął Shinel biorąc swoje dwa piękne samurajskie długie miecze i wstając.
-   Dzisiaj Rusorak ma stać na warcie. W końcu to on jest tu jedynym łowcą. – mówił dalej już spokojniejszym tonem.
-   No dobra idźcie już spać, bo jutro nikt nie wstanie.- poparł go Rusorak.
Jedynie Sinea nie poszła spać, siedziała dalej przy ogniu jakby cos ja tam trzymało. Rusorak patrzył na nią ze zdziwieniem. W końcu podszedł do niej i zapytał się jej czemu nie śpi. Nie odpowiedziała, dalej wpatrywała się w ogień zamyślonym wzrokiem.
Po 4 godzinach Sinea wstała i ruszyła w stronę lasu. Rusorak wiedząc, że Kenzai zawsze po medytacji i przed spaniem zarzuca wszystkie swoje czary ochronne działające na całą grupę po kilku minutach ruszył za nią, lecz kryjąc się w lesie śledził ją.
Sinea poruszała się bez życia, jakby zahipnotyzowana podążała ścieżką aż nagle skręciła w lewą stronę lasu. Rusorak jako, że szedł tą stroną musiał szybko wskoczyć do koron drzew. Elf wiedział, że Sinea od zawsze bała się lasów, szczególnie w nocy, lecz teraz przemierzała las bez zawahania lub strachu. Gdy łowca chciał już ją zatrzymać nagle zobaczył w środku lasu polanę na którą wkroczyła Sinea. Na środku polany Było ogromne, stare drzewo które razem z całą polaną było oświetlane. Drzewo te miało ogromną dziurę zasłanianą cierniem. Sinea użyła swojej mocy wody i zaatakowała cierń. Cierń nagle zapadł się pod ziemię, a Elfica ruszyła w stronę dziury. Rusorak będąc jeszcze młodym elfem obiecał rodzicom Sinei, że zawsze będzie ją chronił nawet jeśli miałby zginąć(takie przysięgi pozwalały elficom opuszczać wioskę, lecz tylko z osobą, która przysięgła jej chronić). Przypominając to sobie Rusorak bez chwili namysłu ruszył za elficą.

To na razie tyle na razie wam zapodam, ale dalej pracuje nad tym. Oceniajcie na razie ten kawalek.
Ciąg Dalszy Nastąpi.

Offline Zarean

  • Edhel
  • *****
  • Wiadomości: 710
  • Pochwał: 13
  • Angel of Darkness
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 18, 2006, 01:58:40 pm »
Jako iz jest to drugi rozdzial chce go jakos odznaczyc. Jest niedokonczony, ale szybko go dokoncze.



To na razie tyle na razie wam zapodam, ale dalej pracuje nad tym.

Można powiedzieć, że to będzie:
ROZDZIAŁ II
W Tajemniczej Grocie.


Elf po wejściu do wnętrza starego drzewa poczuł ciemną magię oraz rozkładające się zwłoki, lecz starał się o tym zapomnieć i myśleć tylko o tym co go może czekać(no wiecie elfy niby tam nie mogą używać ciemnej magii i ja wyczuwają na odległość, ale elfy które zostały zaczarowane i złożyły przysięgę krwi którą każdy nekromanta musi złożyć może jej używać, ale staje się czymś podobnym do ciemnego elfa, lecz tylko w nocy, rankiem natomiast wygląda jak prawdziwy zły nekromanta :D. Polega ona na:
1.   Podcięciu sobie żył i wylanie krwi do naczynia.
2.   Zmieszania tej krwi z swoim Bleederem[wiem, wiem dziwne, lecz bleeder jest to taki dowódca, przełożony wszystkich nekromantów{nazwa wymyślana na poczekaniu}].
3.   Wylanie tej mieszanki na siebie.
4.   Końcowy etap to wyssanie energii z ciała jakiegoś stworzenia(bleederzy przy przysiędze krwi musieli wyssać życie z jakieś rasy najczęściej z osoby bliskiej temu nekromancie).
Sinea podążała dalej w stronę światła, gdy nagle zniknęła z oczu Rusoraka. Nagle światło w tunelu zgasło i Rusoraka ogarnęła ciemność. Jako, że łowcy są szkoleni do polowania nawet w całkowitym braku światła Rusorak widział co się dzieje. Zaczęły go okrążać dziwne, zakapturzone postacie. Po okrążeniu go dwa razy istoty te zaczęły dziwnie wymachiwać rękami i szeptały:
„ Morte les da Lawsa in partinue legit”(oznacza to: „Niech zginie Łowca Małej Kandydatki”). Rusorak nie wiedział co te istoty mówiły, lecz wiedział, ze mówiły w starym języku ciemnych elfów(wtedy kiedy zaczęły studiować czarna magię). Po wypowiedzeniu ostatni raz słowa „legit” Rusoraka coś obezwładniło,  poczuł dziwne uczucie w sercu i zemdlał.
Po obudzeniu się Rusorak nie potrafił wstać z ziemi orz nic nie widział, lecz nie miał opaski na oczach. Słyszał on tylko znajomy głos mówiący:
-   „A niech to ich więź jest taka silna, że choć całkiem omotana, ta elfica nie potrafi wyssać z niego energii”.
-   Nagle usłyszał drugi już nie znajomy głos, ale ten głos mógł mieć tylko osobnik rasy diabelskiej lub tytani którzy już zginęli dawno temu. Był bardzo ciemny i głęboki: „Ale jak to nie potafi, bo nie chce czy próbuje lecz bez skutku?”.
-   Pierwszy głos powiedział: „Próbuje, ale po wyssaniu życia on dalej żyje, a ona się nie przemienia.”
Rusorak uznał, że będzie dalej udawał nieprzytomnego to dowie się więcej. Nic już więcej nie usłyszał. Po jakieś chwili odzyskał wzrok i wstał na ziemię. Dookoła siebie widział tylko skały, nawet sufit był skalny, lecz było tam jasno. Elf był bez swojego łuku, sztyletu, a nawet bez jednej strzały. Gdy obejrzał dokładnie to miejsce i doszedł do wniosku, że nie ma tam niczego czym można się ewentualnie obronić sufit prawie zwalił mu się na głowę, ale to nie było jego teraźniejszym zmartwieniem ponieważ przed nim ukazała się zmora każdego kto o nim usłyszał. Był to Mroczny Lord. Jego imienia nikt nie znał a ten kto je poznał albo ginął śmiercią natychmiastową, albo tracił głos na zawsze. Jedynie ci którzy przyłączali się do niego mogli je wypowiedzieć. Elf był dzielny więc próbował unikać ciosów, a raczej deptania przez Lorda i szybko coś wymyślić. Po pierwszym ciosie nagle przypomniał sobie czar którego nauczył się od Sinei. Pozwalał on na chwilę zniknąć z oczu każdego oprócz Aniołów które strzegły ludzi posługiwających się tym czarem. Gdy przeciwnik zobaczył, że jego mała zabawka zniknęła zaczął castować swój czar zagłady. Gdy elf poczuł już śmierć nagle przybyła ostatnia nadzieja- skrzydlata istota, która weszła w duszę Rusoraka...

Rozdzial sie jeszcze nie konczy, ale nie chce abyscie czekali na to. Juz prawie mam skonczony ten rozdzial, ale musze go dopracowac i opoblikowac, a na to trzeba czasu ktorego za duzo nie mam.


Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #7 dnia: Grudzień 18, 2006, 05:55:38 pm »
Przeklęta jaskinia! Co to był za głupi pomysł, aby kierować się tym amuletem... Bieda temu, kto go stworzył, jeśli go spotkam, w tym czy następnym życiu... Arrgh! Nienawidzę nieumarłych... Kolejna grupa przede mną... Po co ja, do jasnej holery, sięgnąłem po to świecidełko? I kto położył je na drodze do Fobbiden Gateway, czy jak go tam zwą? No i oczywiście, musiałem się pokusić na to, że mógł wskazywać drogę do skarbu? I DLACZEGO NIE POMYŚLAŁEM, ŻE TO JEST WEJŚCIE DO JASKIŃ GIGANTÓW?! No, i mam za swoje. Po przejściu kilku kilometrów w środku jaskini, odkryłem, że amulet się roztapia przy gorącu. No, i co się okazało?! Że to... krew mnie zalewa... CZEKOLADKA! Dlaczego nie odkryłem tego przy wejściu, tylko teraz, w głębi tej przeklętej jaskini? I dlaczego nie pomyślałem nawet, aby kupić Zwoje Ucieczki?! Ech... No dobrze, skupmy się. Tam, po lewo jest... chwila... dziesięciu... nie, czternastu nieumarłych. Właśnie  zgubiłem kilku szkieletów - łuczników, a więc droga, od której przyszedłem, odpada. Po prawo? Dwadzieścia goblinów. Z dwojga złego wolę ich... Mam nadzieję, że uda mi się wykrzesać odrobinę energii ognia z moich biednych palców... W'eak m'e, shad'ow, t'o j'e da'er... Iiii-dick! Szczęście, że goblibny są łatwopalne... Burza ognia wystarczyła, aby je zniszczyć... Chwila. Co... Och, nieeeee... dwadzieścia, trzydzieści, czterdześci... sześćdziesiąt goblinów... Czemu nie pomyślałem o ukrytych wartownikach?!


Ufff... Dwadzieścia minut sprintu dla mnie wystarczy. Chyba już ich nie słychać... Hm, czy mnie słuch myli, czy to odgłosy walki...? Jestem uratowany! Ktoś tu jest! Och. Zapomniałem, że gobliny nienawidzą się ze szkieletami... Czy ja już nigdy stąd nie wyjdę?! Nie, tylko nie to... Zauważyli mnie? Nie... chwila, jednak coś tu biegnie...!


Nagle odkryłem, że nie jestem taki wyczerpany. Sześćdziesiąt minut ciągłego biegu... Ale przynajmniej żyję. Chwila... Czy to nie... Światło! To światło dzienne! Jestem uratowany! To wyjście! Naprawdę! I pilnuje go tylko trzech szkieletów łuczników! W'eak m'e, shad'ow, t'o j'e da'er... Iiii-dick! Udało się! Teraz czas na ostatni bieg... NIE... tylko nie to... Och, znowu ci ukryci wartownicy! Nienawidzę tego miejsca...


Trzydzieści minut biegu... To już chyba było turbodoładowanie. Nawet nie wiedziałem, że umiem tak szybko biegać, heh... Co prawda podarłem swoją tunikę, ale udało się, przeszełem przez tą zarazę...A mostu pilnuje TYLKO sześdziesięciu strażników... Ale... Co to dla mnie, nie?


wiem, wiem, pisałęm to trochę na siłę, może dlatego jest jakieś takie... mętne
« Ostatnia zmiana: Grudzień 19, 2006, 06:04:06 pm wysłana przez Soulern »

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 02, 2007, 08:25:30 pm »
Prolog

Wielkim wysiłkiem woli mag wstał z fotela. Poczłapał do szafy, wziął szaty,  które przerzucił przez ramię, buty i cyrklet*, a następnie poszedł do łazienki, aby się umyć i przebrać. Po półgodzinie drzwi łazienki otworzyły się, gdy wyszedł z nich odświeżony człowiek w białej szacie z niebieskim, metalowym wzmocnieniem w okolicach klatki piersiowej. Wyjął z ukrytego schowka wierną laskę, nieco przez niego ulepszoną, którą z resztą dostał w prezencie od kolegi po fachu, w tym także jego przyjaciela. Podszedł do drzwi wejściowych, otworzył je i wyszedł, by powitać nowy dzień.

 I

- Witaj, panie, w moich skromnych progach! - Usłyszał Soulern gdzieś od strony lady, zapchanej przeróżnymi starociami pokrytymi gigantyczną warstwą kurzu.
W ogóle tu jest pełno kurzu, pomyślał.
- Witam. Interesuje mnie...
- ...Mikstura dodająca szybkości, zestaw Święconych Strzałów Ducha klasy B, bandaże, dziesięć Zwoi Ucieczki i osiem Zwoi Rezurekcji. - dokończyła za maga sprzedawczyni, chyba czytając w jego myślach. - Zgadza się? Dwadzieścia pięć tysięcy aden. Przypominam, że nie przyjmuję czeków.
Tak zaopatrzony Soulern wyszedł ze sklepu, po drodze pakując wszystko do podręcznego magicznego schowka i kierując się w stronę targu, gdzie wczoraj zauważył kilka interesujących przedmiotów, które zamierza dzisiaj kupić.
- Pan po ten naszyjnik? To przykro mi, cena się podniosła. - Usłyszał mag z ust krasnoluda, gdy podszedł do jego kramiku. Sprzedawca nawet nie podniósł wzroku.
- Podniosła się? To ją obniż - w jego głosie była słyszalna ostrzegawcza nuta. - bo chyba nie chcesz, aby w nieszczęśliwym wypadku spalił się twój dom, w którym na całe nieszczęście akurat przebywała twoja cała rodzina?
Krasnolud dopiero teraz podniósł wzrok i zobaczył, do kogo właśnie przemówił.
- Ooch! Bardzo przepraszam, co też ja mówiłem? Cena przecież wynosi dwa miliony adeny. - Powiedział, zmniejszając dodatkowo jeszcze liczbę, na którą mag się umówił z nim wczoraj - Przepraszam. Ten upał chyba działa mi już na głowę... - Stwierdził mimo panującego wszędzie porannego chłodu.
Po zakupieniu najważniejszych przedmiotów, Soulern podszedł do Gatekeepera, dał mu pieniądze i wypowiedział cel podróży.


______________________________________________
*cyrklet - nakrycie głowy dla maga, podobne do korony.

cyrklet



To be continued... Rozdział II już wkrótce ^^
I co wy na to? ^^
« Ostatnia zmiana: Styczeń 24, 2007, 03:35:21 pm wysłana przez Soulern »

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #9 dnia: Styczeń 15, 2007, 02:23:16 pm »
II

Pół minuty później mag pojawił się nieoczekiwanie w pobliżu rzeki lawy spływającej z nieopodal znajdującego się wulkanu. Natępny dzień, jak co dzień, pomyslał. Podwinął rękawy - dla maga jest to odpowiednik przeładowania shotguna.
Nagle przy uchu świstnęła mu orkowa strzała. Szybko odwrócił się, już w myślach rozpoczynając inkarnację. Gdy ognisty pocisk w jego rękach już był w połowie gotowy, zauważył, że na twarzy orka pojawił się orkopny grymas. Padł, odsłaniając stojącego za nim innego maga. Soulern opuścił ręce, zirytowany.
- Byłem pierwszy - powiedział do niego z uśmiechem tamten mag. Wyglądał niemal tak samo jak Soulern, tyle że tamten miał czerwone czerwone włosy, a głowicę jego laski otaczała aura o wiele silniejsza, niż z broni Soulerna.
- On był mój! - krzyknął do tamtego pierwszy, zirytowany mag, podchodząc.
- Och, w takim razie przykro mi - odpowiedział ten uśmiechnięty. - ale po co aż tak się denerwować, Soulernie?
Na dźwięk swojego imienia pierwszy mag ze zdziwienia aż przystanął i dopiero teraz przyjrzał się tamtemu. Och, przecież to...
- Co ty tutaj robisz? - zdziwiony spytał Jarka. - Przecież powiedziałeś, że nie ruszasz się z gospody!
- Chciałem sprawdzić, co mój przyjaciel robi w tak okropnym miejscu jak to - Jarko wzruszył ramionami, nadal uśmiechnięty. - To jak, będziemy tu nadal tak stali, czy idziemy oczyszczać ten teren?
Tym razem Soulern wzruszył ramionami.
- Niech ci będzie.

Po pół godzinie zdobywania doświadczenia, bracia ognia usiedli na małym wzniecieniu, aby odpocząć, gdy nagle usłyszeli krzyk. Wstali i zaraz zauważyli, kto i czemu krzyczał.
Jakieś pięćset metrów od ich wzniesienia, jakiegoś łucznika zaatakowała duża grupka orków. Początkowo dawał sobie najwyraźniej radę, sądząc po małym stosie pokonanych wrogów obok, ale teraz biegł w raczej nieokreślonym kierunku, podczas gdy za nim utworzył się już łańcuszek goniących go wrogów.
Kilkanaście inkarnacji później, Soulern podszedł do leżącego na ziemi i najwyraźniej skrajnie wyczerpanego człowieka-łucznika, mającego na swej lekkiej zbroi znak Sokolego Oka.
- Proszę - powiedział do niego mag, podając mu uzdrawiającą miksturę. - To powinno ci pomóc.
- Dziękuję... Nie spodziewałem się że tych orków będzie aż tak dużo. - Usiadł z trudem. - Tak przy okazji, nazywam się Grave. - Przedstawił się łucznik, podając magowi rękę. Ten się uśmiechnął.
- Soulern - przedstawił się i także podał mu rękę. - I nie ma sprawy. Zdarza się. - powiedział, przypominając sobie pewną dawną historię w Legowisku Antarasa...
- Mam nadzieję, że będę miał okazję odwdzięczenia się kiedyś - rzekł Grave, próbując usiąść.
- Ja też mam nadzieję, oby tylko nie w takiej samej sytuacji - Soulern, chichocząc, pomógł mu wstać.



No, co jest? Oceniać! :P http://forum.lineage2.bo.pl/index.php?topic=9511.0


PS. Trzy posty po kolei... Czuję się jak zawodowy spamer  :o

/Polgara temat oczyściłem z komentarzy, piszcie dalej opowiadania są bardzo fajne
Tylko mam dylemat jako podzielić jednego + na kilka osób :P :D


Za poysłowe opowiadania....ode mnie PLUS.//System/Board

thx :) Soulern
« Ostatnia zmiana: Sierpień 22, 2007, 06:52:51 pm wysłana przez Soulern »

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #10 dnia: Luty 28, 2007, 04:41:51 pm »
III

- ...I wszedł ów, na te wzgórze, i rzekł on: Twój miecz oto złamać się może, nie tak jak, stal wykuta, wola ma. Odejdź więc i...
- Chodźmy do swojego stolika, ten bard już się chyba upił.
Grave, jako że Soulern i Jarko uratowali mu życie, zaprosił kolegów do swej ulubionej tawerny "Pod Złamanym Dachem" (swoją drogą, dość adekwatna nazwa, jak pomyślał Soulern, gdy pierwsze krople deszczu nagle zaczęły kapać mu na nos), przypięczetowywując nowo nabytą przyjaźń kilkoma litrami gęstego piwa i opowiadając historie o swoich dawnych wyczynach.
- Czemu magia ognia, pytasz? Czemu nie, na przykład, ziemi? Stary, a wiesz ile ja przez te wszystkie lata oszczędziłem na zapałkach? Poza tym, jak napadnie Cię coś w lesie, to od razu masz pieczyste... No, chyba, że spiecze się na popiół... - odpowiedział Soulern Grave'owi po trzecim drinku.
- Nooooo, o ttym nie pomyślałem - uśmiechnął się Grave.
- To może jednak pamiętasz, gdzie jest ukryty tamten, jak mówiłeś, wielki skarb? - Spytał się go z nadzieją mag. Sam nie pił, jako że miał dość wyobraźni, jak można wyciągnąć z kogoś cenną informację, a zarazem jakieś "dobrze opłacane" zajęcie, na przykład położenie zaginionego skarbca prastarych cywilizacji. Jak na razie, dobrze mu szło - tylko raz musieli go zbierać do worka, zdrapując ze ścian, układać w całość i dopiero wskrzeszać. Ale ten jeden raz był tylko dlatego, że nie zauważył wstrętnego przycisku w podłodze. Po tym incydencie obiecał sobie, że coś takiego nigdy się nie powtórzy.
- Aaaaa, ten? - odparł łucznik. - Oczywiście, tu masz mapę. Ale - odciągnął szybko rękę, gdy zauważył, że mag trochę zbyt chciwie wyciągnął dłoń - dostaniesz ją tylko wtedy, jeśli pójdziemy tam wzyscy troje. Taki mały rew-wanżyk. - dodał, uśmiechając się od ucha do ucha.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 19, 2007, 09:44:53 pm wysłana przez Soulern »

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline echoes

  • Aces High ;)
  • *****
  • Wiadomości: 787
  • Pochwał: 5
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #11 dnia: Marzec 08, 2007, 01:03:08 pm »
Tyle lat na szlaku...tyle blizn znaczy moje ciało...pył z gościńców zalega na mej zbroi tyloma warstwami,że niemożliwym jest już jej doczyszczenie... Widziałem wiele,zbyt wiele...Zabijałem,ginąłem,walczyłem,zwyciężałem,traciłem przyjaciół,zyskiwałem wrogów... Ale zawsze gdy wracam do domu i udaje się w TO miejsce,ogarnia mnie niewypowiedziana rozpacz... Już od dziecka zakradałem się w to miejsce gdzie dobroczynny cień Drzewa-Matki i naszej bogini Evy nie sięga... Pamiętam ze gdy moje ciało i umiejętności pozwalały mi już na walkę (ach,ileż to lat minęło... czuje się taki stary i zmęczony...),ilekroć zabijałem tamtejsze szkielety,miałem wrażenie jakbym zabijał swoich towarzyszy,moich elfich braci.Ach,jak bardzo nienawidze zdrajców,wyznawców Shillen... ta ich pycha,szalona ambicja... to ona doprowadziła do rzeźi moich braci...nie potrafie im tego zapomnieć... I mimo iż lata spędzone na szlaku pozwoliły mi poznać kilku uczciwych mrocznych,to nie potrafiłem się przełamać i traktować ich jak równych sobie...Dziś,po kilku latach,znowu stoje na progu zrujnowanej elfiej fortecy ściskając w dłoni mój wierny,pokryty szczerbami miecz i czując nad wyraz boleśnie ciężar ciężkiej zbroi i tarczy... i wiem,że gdy wkroczę do środka,znów zanurzę sie w szaleństwie próbując uwolnić dusze moich dawno już martwych ale ciągle uwięzionych w tych murach braci...wiem że ta klątwa przetrwa wieczność,ale ja w głębi duszy łudzę się że znajde kiedyś jakiś sposób...albo zginę próbując...

Offline grosik

  • **
  • Wiadomości: 25
  • Pochwał: 0
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #12 dnia: Marzec 13, 2007, 08:59:50 pm »
A to opowiadanko mojego autorstwa stworzone aby dostać konto na pewnym klimatycznym serwerze.

Nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje, nasza sytuacja jest beznadziejna. Moje prawe ramie krwawi i zwisa bezwiednie wzdłuż
ciała, połowa mej zbroi została rozdarta na strzępy przez to Coś, nogi odmawiają posłuszeństwa a cały organizm zaczyna oddawać mi z nawiązką za wysiłek, do jakiego je zmusiłem. Większość mojego oddziału spadła w nieskończoną otchłań przepaści razem z tą wielka furią kłów i pazurów. Reszta zaginęła, a właściwie powinienem powiedzieć, że została wchłonięta przez tą cholerną górę i na pewno nie jest to pech, raczej coś o wiele bardziej bezwzględnego i mrocznego. Ścieżka, którą podążamy wije się po zboczu niczym wąż pełznący wśród traw i jest równie zdradziecka i śmiercionośna niczym najgroźniejszy z tych gadów. Przeklinam dzień, w którym ośmieliłem się spytać Go o drogę, pamiętam wyraźnie tą noc.
Zajazd, w środku nocy słychać łomot do drzwi, obudziłem się przez ten hałas narzuciłem na siebie koc i wyszedłem z pokoju. Wziąłem ze sobą miecz, nie mogłem pozwolić na to, aby banda jakiś rzezimieszków wdzierając się do środka zdemolowała zajazd mojego przyjaciela. Przeszedłem ciemnym korytarzem do schodów, na których zobaczyłem Harolda w szlafmycy i lampą naftową w ręku. Powiedziałem mu żeby otworzył a ja przyczaję się za kotarą oddzielającą główna sale od sali sypialnej. Usłyszałem szczękniecie zamka a po chwili głos Harolda oznajmił, że wszystko w porządku. W drzwiach zobaczyłem przygarbioną postać w płaszczu, z którego spływały strumienie wody gdyż na zewnątrz lało porządnie. Spod kaptura wynurzył się cichy ochrypły głos proszący o schronienie przed deszczem i kubeczek czegoś na rozgrzanie w zamian oferując drogocenne informacje. Harold wyraził zgodę kiwnięciem głowy i wskazał mu drogę do szynkwasu. Świetnie wiedział, że właściciel zajazdu z pełną garścią informacji może wkrótce stać się właścicielem z garścią pełną złotych monet. Pomimo że z rana mieliśmy wyruszyć na trakt postanowiłem posłuchać, jakie to rewelacje przekaże ten tajemniczy jegomość. Usiedliśmy przy jednym stoliku, Harold nalał każdemu po ćwierć kubka brandy i przy przytłumionym świetle z jednej lampy stojącej na szynkwasie słuchaliśmy o wydarzeniach, które miały miejsce 100 mil stąd. Usłyszeliśmy kilka zmyślonych opowiastek i może dwie ważniejsze informacje dla najemników. Powiedziałem mu, że to może jest warte jedną kolejkę, ale nie nocleg. Tym razem spod kaptura wypłynął spokojny basowy głos:

-Pewna grupa najemników dostała zlecenie, aby zamordować wścibskiego urzędnika i wszystkich świadków, którzy znajdą się u niego w domu. Pech chciał, że mord widział jakiś pieprzony smarkacz, prawdopodobnie służący, który postanowił przynieść drewna żeby napalić w piecu. Akurat wchodził przez drzwi, kiedy najemnicy zacierali ślady, szybko zorientował się, co się dzieje widząc ciało strażnika na korytarzu. Rzucił się do ucieczki a najemnicy ruszyli za nim. Młody ukradł konia jednego z napastników i ruszył w stronę Piekielnej Góry (nieznajomy wyjaśnił, że tak nazywają górę gdzie wydobywa się siarkę).
Pościg był bardzo uciążliwy, smród i gorąco bijące z dziur, z których wydobywano siarkę był nie do zniesienia, konie zaczęły wierzgać i musieli je zostawić. Idąc po śladach małego podążali ku górze wśród śmiertelnych oparów. Już wtedy jeden z najemników zginął, wpadając do jednego z otworów.
Reszta przeszła wyżej trafiając na wąska ścieżkę, która wijąc się po zboczu między ostrymi granitowymi skałami prowadziła do budynku, którego nikt nie spodziewał się tam zobaczyć. Tylko jednemu z napastników udało się dotrzeć do niego. To, co stało się w środku budowli nadal jest tajemnicą. Podobno z góry powrócił jedynie służący cały we krwi wrzeszcząc niczym prorok o nadchodzącym końcu i armii tak straszliwej, że sam władca piekieł by nie śmiał wypuszczać jej na ten świat. Chłopaka uznano za nawiedzonego i postanowiono spalić na stosie. Kiedy jego ciało dosięgały już płomienie z bezchmurnego nieba zaczął padać deszcz gasząc trawiące ciało płomienie a seria piorunów zwęgliła jego prześladowców. Ludzie mówili, że chłopak nie przeżył, ale 3 dni po jego pogrzebie siostra odwiedzająca grób zobaczyła, że trumna została odkopana a w środku nie ma ciała. Tydzień po tym wydarzeniu rodzina chłopaka dostała w spadku ogromna posiadłość wraz z dość dużym zasobem złota. Od tej chwili wszyscy Robensborowie żyją w dostatku a wszyscy ich wrogowie giną w strasznych okolicznościach. Ludzie wierzą, że na szczycie Piekielnej Góry w Domu Otchłani można wymienić duszę na 1 życzenie. Niekoniecznie swoja duszę.
Po tym zdaniu z czarnej głębi kaptura wydobył się prawdziwie nieludzki śmiech, który powinien być przypisany raczej jakiemuś demonowi. Wtedy to moje za wysokie ambicje i niepohamowana ciekawość zmusiły mnie do wymówienia tych przeklętych słów:
- gdzie jest to miejsce i jaka droga tam wiedzie?
- nie dla ciebie taka wyprawa, młodziku!
Chwyciłem go za zapięcie płaszcza i chciałem przywalić w ryło, lecz on uniósł głowę, zobaczyłem jego twarz. Jedno z oczu było ślepe, zaszło bielmem, w drugim płonął ogień fanatyka. Wzdłuż twarzy biegła okrutna blizna zaczynająca się nad lewa brwią i biegnąca aż do podbródka, przy każdym ruchu mięśni twarzy wiła się jakby z jej bruzdy chciało się coś wydostać. Jego wzrok przykuł mnie natychmiast do krzesła.
-kim ty do cholery jesteś?!
- wygląda na to, że przestało padać, pójdę już.
Wstał od stołu i wyszedł niknąc w mgle poranka.

No dobra nie czas teraz na rozmyślania trzeba zebrać resztę ludzi i ruszać dalej.
- Vincent, najemnicy wracają na dół, widać ich stalowe nerwy postanowiły dać sobie wolne.
- Widać nie każdy miał do czynienia z ciemnymi mocami mój mroczny przyjacielu.
Ciemny elf uśmiechnął się szyderczo i podał mi rękę pomagając wstać.
- Daviano ulecz nas, zostaliśmy tylko we czwórkę i musimy być w pełni sił.

Offline Zyth

  • ***
  • Wiadomości: 261
  • Pochwał: 3
  • Poszukiwacz fortuny i beczek krasnoludzkiego piwa
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #13 dnia: Marzec 14, 2007, 07:15:48 am »
fdbhdfh
« Ostatnia zmiana: Sierpień 04, 2011, 03:43:25 pm wysłana przez Zyth »

Offline Zarean

  • Edhel
  • *****
  • Wiadomości: 710
  • Pochwał: 13
  • Angel of Darkness
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #14 dnia: Marzec 25, 2007, 07:25:58 pm »
No to moze cos innego napisze zeby nie dawac tego opowiadania jeszcze takiego jakiego nie chce.


-Dziadku opowiedz nam historię - powiedziała drużyna.
-Dobrze niech tak sie stanie - odpowiedział starzec.
Po chwili wyciągnął z kieszeni worek, wyciągnął z niego trochę jakiegoś proszku i rzucił go w stronę ogniska. Ogień zmienił kolor na czarny, a następnie zgromadzeni zauważyli w ogniu obrazy.
-To były dobre czasy dla wszystkich istot na świecie, lecz nienawiść i dekret rycerzy ciemności miały okropne skutki dla tego pokoju, zakłóciły spokój na zawsze.
Na krótko przed końcem odwiecznej wojny pomiędzy niebem, a piekłem zły syn piekła Kron, znany jako Necron wyszedł ze swej jaskini ukrytej pod samym piekłem. Wiedząc o jego nieuniknionej śmierci spisał testament czystego zła w 7 czarnych księgach.(nie wiedziałem jak to określić :P) Jedna za drugą, sześć z tych ksiąg zostało odkrytych po latach, jednakże siódma, ostatnia i najgorsza ze wszystkich, zawierająca sekret jego wskrzeszenia została nie odnaleziona.
Przywołał on do siebie 7 nieśmiertelnych demonów, aby dokończyły jego gniewny plan, lecz one zostały zamienione w kamień przez anioły z Kryształowych Królestw. Więc jego sny sypiały z nimi dopóki zło nie przywłaszczyło sobie Ziemi oraz rasy ludzkiej. Necron rządziłby ze swoim zniesławionym imieniem kosmicznego chaosu. I tym razem panowałby na zawsze!
...
Lecz był ktoś kto uchronił nas od tego, ale to juz inna historia...


Ognisko przestało się palić, a gdy zapaliło się na nowo starca juz nie było. Została po nim tylko kartka z obrazem i słowami w dziwnym języku.


I jak sie podobało?? Wiem, wiem może jest to bardzo skrócone, ale na pisanie czegoś przez 5 minut i to na dodatek bardzo opartego na monologu z piosenki jednego zespolu to bardzo to wydluzylem. Moze napisze pozniej o osobie ktora uchronila swiat przed zlym Kronem, ale wszystko w swoim czasie. Aha i to juz nie bedzie z czegostam tylko wymyslone :D.
« Ostatnia zmiana: Marzec 25, 2007, 07:31:07 pm wysłana przez Zarean »

Offline Skrzat

  • Skarpetożerny
  • ******
  • Wiadomości: 1564
  • Pochwał: 12
  • Ten pode mną to laps
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #15 dnia: Kwiecień 11, 2007, 10:59:11 pm »
Napisałem opowiadanie na podanie o konto na RH. Daje najpierw tu żeby plamy nie było.

6.Co takiego Twoja postać wniesie na serwer, żebyśmy uznali, że warto Ci przyznać konto? Zawrzyj swoją koncepcję postaci.

7.Siedzisz w karczmie i zamierzasz opowiedzieć historię o niezwykłym wydarzeniu, którego byłeś świadkiem lub uczestnikiem. Napisz jak przedstawisz swoją opowieść drugiej postaci [zwróć szczególną uwagę na emocję. Emocje umieść pomiędzy <>

ad6.Jeszcze nie wiem kim będę chciał grać, ale napewno jakimś zabójcą. W życiu jestem grzecznym chłopczykiem więc chociaż w grze mogę się wyżyć! Będę zabijał wszystkie wasze Redemptory i Hominisy (no chyba że sam będę grał człowiekiem, to wtedy tylko Redemptory). Trzy "Z" - Zajść, Zabić, Zarobić - to będzie moje motto. Jak wpuścicie mnie na serwer to lepiej częsciej oglądajcie się za siebie :)

ad7.Zabójca nie opowiada historii, zabójca w ogóle dużo nie mówi. Zabójca (paradoksalnie) zabija. ..no ale coś czuję, że to nie przejdzie, więc:
<podziwia bogatą kolekcje eksponatów na ścianach  i stropie karczmy. To jakiś stary zardzewiały rapier, to rogi Taurina, to jakaś przedziwnia szabla, która nadal była ubrudzona z krwi choć pewnie wisi pod sufitem nie od dziś, to wyjątkowo duża skóra bazyliszka, gdy nagle..> "Na brodę mojej matki! Czyż to nie.. Taak.. To napewno ten sam topór, który uratował mi życie 2 lata temu. Pamiętam to jak dziś..
Kolejny zwykły, zimowy poranek. Nic nie zwiastowało, że to właśnie tego dnia otworzy się przed nami nowy rozdział w naszym szarym życiu. Jak codzień rano, wraz z drużyną wyruszyliśmy do kopalni w celu wydobycia mithrilu. Była straszna zamieć, która potęgowała się wraz z wysokością, wspinało się co raz ciężej, ale nawet i to nas nie przestraszyło i teraz żałuję, że nie zawróciliśmy. Wkońcu ku naszym oczom ukazała się ściana lodu, w ktorej zwykliśmy ujrzeć jaskinie - wejście do kopalni, ale wtedy żadnej jaskini nie było, wszędzie było biało. Zabłądziliśmy? "Nic bardziej mylnego!" - krzyknął jeden krasnolud z naszej drużyny - "Przysypało wejście, jedyne co musimy to tylko..." i uderzył kilofem w błyszczącą się białą, twardą jak głaz zaspę, dokładnie w miejscu gdzie była wnęka prowadzącą w głąb kopalni. Sądziłem, że to nie najlepszy pomysł, lecz ku mojemu zdziwieniu, po kilku uderzeniach kilofem, lód dał za wygraną i wszyscy wszedliśmy do środka. Pomyślałem: "Co za dzień!" niewiedząc, że to dopiero początek. Mijaliśmy jak zwykle kolejne korytarze ciemnej kopalni śledząc nasze cienie, które rzucało na ziemie światło naszych pochodni. Gdy dochodziliśmy do miejsca gdzie powinien znajdować się koniec korytarza i zwykło rozpoczynać się złoże białego minerału zobaczyliśmy, że korytarz wcale się tam nie kończy, tylko ciągnie się jeszcze dalej, dużo dalej. Ktoś powiedział: "Oho, widzę że poprzednia drużyna kopaczy nieźle się uwinę..." - i urwał na widok złowieszczo porozrzucanych kilofów. Przedłużenie tunelu, które napotkaliśmy było jakieś inne, jakby nie wykopane krasnoludzią ręką. Na ścianach było widać ślady jakby... zębów, albo raczej olbrzymich szczęk... Z sercem w gardle, przeczuwając najgorsze, spojrzałem po podłodze. Wszędzie leżały porozrzucane, dobrze widoczne w migocącym świetle rzucanym przez biały mithril torby i narzędzia. Na kurzu ktoś jakby w pośpiechu nabazgrolił "Ze złotych liści ogórek" Co to oznacza!? Co tu się wydarzyło!? Rozglądałem się dalej po ziemi szukając jakichkolwiek wskazówek, tropu, odpowiedzi na to co tutaj zaszło, gdy nagle dotarło do mnie, że na podłodze jest jeden cień za dużo. Stanąłem jak wryty. Kątem oka podążałem wzdłuż głowy cienia (na szczęście ten cień nie miał żadnych szczęk) aż do nóg i... Przed moimi oczyma ukazał się silnej budowy krasnolud, jeden z wiejskich kopaczy. W ręku trzymał nie inny topór niż ten, który wisi ci teraz nad czaszką. Odetchnąłem z ulgą. "Witaj, co tu się..." - zacząłem, gdy on przyłożył palec do ust szepcąc: "Cisza, nie ruszajcie się, bo nas znajdą". - "Kto nas znajdzie?" - i jakby w odpowiedzi na moje pytanie, z tunelu wyskoczył z strasznym skrzekiem wielki podobny do szczura potwór. Biegł na dwóch łapach prosto w moją stronę. Na plecach kołysała mu się skrzynka, a na głowie wyposażonej w wielkie szczęki miał zielony kapelusik. "Ogórek!" - pomyślałem. Zanim zdążyłem zrobić jakikolwiek unik, bestia rzuciła się na mnie, wywracając mnie na plecy. Już widziałem z bliska ostre kły, które zaraz miały wtopić się w moją szyję. Zamknąłem oczy. Myślałem, że to już koniec. "Możesz otworzyć oczy" - powiedział nieznajomy krasnolud trzymając zakrwawiony topór w ręce i zrzucając zwłoki bestii bez głowy z mojego brzucha. Rozglądnąłem się roztrzęsiony. Bo mojej prawej uśmiechała się do mnie szyderczo właśnie obcięta głowa bestii. Przez moment wydawało mi się, że wciąż się porusza, być może ze strachu. Spojrzałem przez lewe ramie i moim oczom znów ukazał się tajemniczy bełkot "Ze złotych liści ogórek". Naglę coś mnie tknęło. Przyjrzałem się bliżej... "Zezłościliśmy górę" [no wiem, że banał ale co ;p dobra trzeba to chyba kończyć powoli..] Wstanowszy na nogi i wykręciwszy swoją brodę z krwi potwora spytałem: "Co to u licha było?" - "Ko-ko-koboldy" - wyjąkał najstarszy z drużyny - "Legenda głosi, że te ponure kreatury od wieków żyją w górach kopiąc tunele i każdego, który naruszy ich pracę dosięgnie zemsta. Co my narobliśmy.." - westchnął. Na te słowa zapadło milczenie. Przeszywająca wszystkich, niepokojąca cisza, słychać tylko było trzaskanie płomieni pochodni, gdy znowu usłyszeliśmy przeraźliwy skrzek, o wiele głośniejszy, niż przed chwilą. Wiedziałem, że z ciemnośći tunelu nie wyskoczy już jeden kobold. Biegła ku nam cała horda olbrzymich szczurów. Ziemia zaczęła się trzęść - byli co raz bliżej... "W nogi!" - ktoś krzyknął. Coś mi mówiło żeby wziąć skrzynke z pleców pozbawionego już głowy Kobolda. Szybko porwałem ją w biegu, wepchnąłem do niej swój kilof i rzuciłem się do ucieczki. Mimo, że z dodatkowym obciążeniem biegło mi się dużo gorzej, to wiedziałem, że ów skrzynka jeszcze mi się przyda. Biegłem ile sił w nogach nie oglądając się za siebie. Ziemia co raz bardziej się trzęsła. Widziałem jak kilku krasnali z przodu przygniotły obsuwające sie z sklepienia głazy. Nieznajomy krasnal z toporem zatrzymał się by im pomóc. Uskoczyłem nad nimi. Jaskinia co raz bardziej zaczęła się walić. Obróciłem się. Ów krasnolud z toporem i reszta drużyny była już uwięziona pod gruzem kamieni. Biegłem dalej już samotnie ku wyjściu z kopalni. Straszy skrzek stłumiony był gdzieś w oddali, mimo to nie zatrzymywałem się. Wyjście z tunelu znów było zasypane. Gdy przewierciłem się na zewnątrz, wichura była jeszcze bardziej zajadliwa niż przed wejściem. Nie było szans żebym trafił do wioski. Znów usłyszałem przeszywający skrzek. Nie było czasu na zastanawianie. Spojrzałem na skrzynke, którą cały czas trzymałem w ręku. Nagle przeszyła mnie szalona myśl i jakby nie w pełni świadom tego co robię, wskoczyłem do skrzynki i zacząłem zjezdżać w nieznane. Potem pamiętam tylko wielką przepaść i... kiedy otworzyłem oczy, szedłem już lasem jakieś 4 wierzchowce stąd. Przeżyłem tylko ja i....<spojrzał na wiszący przy suficie topór>Ech.. nawet nie wiem jak miał na imię.." <wstał i podszedł do lady>
-Skąd masz ten topór?
-Przyniósł go jakiś krasnal o imieniu Garald
-Jak to, przecież ja się nazywam Garald....
-Razem z tą skrzynką <tu karczmarz wyciągnął starą skrzynkę z pod lady>
- :O
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 11, 2007, 11:16:43 pm wysłana przez Skrzat »
Skrzat to faja....

Ustaw w swójej sygnaturce i pomóż Skrzatowi zdobyć dominacje nad światem

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 03, 2007, 03:08:50 pm »
IV


- No więc mówisz, że zgodziłem się pójść z tobą? No, chyba masz rację, bo skąd miałbyś mieć moją mapę... - zamonologował Grave, dochodzący do czekających już na niego przy bramie miasta Soulerna i Jarka.
- Tak, ale nie martw się, wszystko pójdzie dobrze. Po prostu pójdziemy do tej dżungli, znajdziemy ten ołtarz narysowany obok tego wielkiego, czerwonego krzyżyka na środku twojej mapy, zabierzemy złoto i sobie pójdziemy - odpowiedział mu Soulern, uśmiechając się.
- Niech ci będzie... - odpowiedział wciąż nie przekonany łucznik.
- A jak się nazywa ta dżungla? - Zainteresował się Jarko.
Soulern przyjrzał się mapie Grave'a.
- XXX - odpowiedział.

Po jakimś tygodniu docierania na miejsce (JAUUUU który to idiota zostawił przed moim namiotem odłamki kryształu?!) i przedzierania się przez dżunglę (oddawaj mój cyrklet, głupia małpo!), grupka wreszcie stanęła przed bramą zapomnianego miasta jakiejś cywilizacji.
- Jest zamknięta - zauważył Grave.
Jarko popatrzył na dużą, bardzo starą bramę. Była to duża, bardzo stara brama. Nie stanowiła żadnego problemu dla jego magii i nie zamierzał jej żałować.
- Odsuńcie się. - powiedział.
Po wykonaniu polecenia pana J, mag zaczął atakować bramę. Po chwili grupka ekspedycyjna mogła iść dalej.

Jakiś czas później Soulern, Grave oraz Jarko znaleźli się w środku tajemniczego budynku, które zapewne kilka tysięcy lat temu służyło jako ołtarz ofiarny. Po przeszukaniu budynku, grupka doszła do wniosku, że skarb musi być w podziemiach.
- Kolejny nieumarły... - mruknął Soulern. - Oni nigdy nie mają dosyć?
- Najwyraźniej im bliżej jesteśmy złota, tym więcej ich się pojawia - ocenił Grave.
- A teraz jest ich cała chmara... Może to już tutaj? - z nadzieją w głosie spytał Jarko.
- Może... Hej, popatrzcie w tamten korytarz! - Krzyknął pierwszy mag.
Bohaterowie popatrzyli. I zobaczyli, że na końcu coś się złociście mieni...
- Kto pierwszy do skarbu, ten bierze największą część! - Wrzasnął do reszty Soulern i zaczął biec w stronę złota. Reszta pobiegła za nim.
- Będę pierwszy! Będę pierwszy! Będę... UUPS!
Wszyscy usłyszeli ciche "klik".
Następnie wszyscy zobaczyli pędzącą w ich kierunku ogromną kulę.
Chwilę później wszyscy biegli w przeciwnym kierunku.
- Szybciej! - krzyknął łucznik, będący już za zamykającym się korytarzem. Chwilę później dołączył do niego Jarko. Za nim zamknął się korytarz.
- Cholera... - mruknął Grave.
Razem z Jarkiem idealnie równo westchnęli. Gdy korytarz się otworzył, kuli już nie było.
Mag zapalił drugą pochodnię. Grave wyjął z ekwipunku worek i zaczął na czworaka szukać czegoś, co mógłby wskrzesić...
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 05, 2008, 07:35:01 pm wysłana przez Soulern »

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 27, 2007, 06:45:08 pm »
Nad jego głową przeleciał ognisty pocisk. Natychmiastowo odwrócił się i zasłonił tarczą - mocno na tym ucierpiała. Kolejny krążek ognia przypalił mu włosy, jak gdyby rzucający nie mógł wycelować. Skupił się, wypowiedział formułę, krzyknął i w ostatniej chwili znów zasłonił się tarczą. Rzucił się w stronę maga, atakując mieczem. Tego jednak zasłonił jakiś przywołany stwór. Impet ataku przeciął przywołańca na pół. Mag zdążył odskoczyć na bezpieczną odległość i znów zaczął razić go pociskami. Już bez tarczy, uchylając się i odskakując, dotarł w końcu do powolnego czarownika. Poczuł na sobie inne zaklęcie - magia mocno szarpnęła go za skórę, ubranie, włosy we wszystkich kierunkach. Dzięki temu, że jego biżuteria częściowo pochłonęła moc czaru, zdołał jeszcze zadać magowi cios. Poczuł, jak jego ostrze ześlizguje się z pancerza na klatce piersiowej i wbija się pod nim. Nie zdołał wbić mocniej miecza, zajął go drugi przywołaniec. Mag, plując krwią, odszedł kawałek i wypił jedną ze swoich mikstur. Wyprostował się, czując, że rana się zasklepia, i znowu zaczął posyłać ogniste pociski w jego kierunku. Spowolnił go jeszcze jednym zaklęciem. Gdy ostatni krążek ognia leciał już w jego kierunku, wojownik wyciągnął ukryty nóż, wycelował i rzucił go w maga. Ognisty pocisk trafił go w tym samym momencie, co jego nożyk w czarownika, w szparę w pancerzu. Ten krzyknął i upadł.
- Remis - oznajmił mag i odpełzał w stronę wyjścia z areny.


Tak jakoś wena mnie tknęła...

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline Antilus

  • ***
  • Wiadomości: 300
  • Pochwał: 1
  • Son of Sam :P
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #18 dnia: Styczeń 26, 2008, 07:25:02 pm »
Bohaterowie

Ork Destroyer - Etiris
Overlord - Materid
miecho armatnie :>


W gorach jest bajecznie , piekne widoki , swieze powietrze , malo różnorakich stworow... ale jest tez tam...
-Cholernie zimno... - wymruczał wojownik
-Przesadzasz jak zwykle... niedawno nocowaliśmy kolo kuźni bogów to marudziłeś ze jest za gorąco - mag spokojnie rozwinął posłanie
W odpowiedzi Etiris burknął coś niewyraźnie i oparł sie wygodniej na rękojeści swojego wielkiego miecza. Overlord położył sie na kocu i powoli zasypiał myslac o drodze jaka ich czeka...
Minęła już dobrze północ gdy wojownik wyszedł na skale i wypatrywał jakiegoś źródła wody. Zsunął sie zręcznie jak wiewiórka zabrał bukłak i nieporadnie ślizgając sie na śniegu schodził coraz niżej. Po kilku upadkach i wielu przekleństwach dotarł do celu podroży czyli małego wodospadu który z jakiegoś powodu nie zamarzł. Pochylił się, napił i sięgnął po manierkę. Kątem oka dostrzegł jakiś ruch. W ostatniej chwili uchylił się na bok unikając ostrza sztyletu. Odruchowo poszukał ręką miecza na plecach i zaklął przypominając sobie że zostawił go w obozie uważając że wystarczająco mu ciężko na śniegu bez broni. Następny atak ork sparował równie łatwo jak poprzedni. Przypomniał sobie słowa swojego przyjaciela, że najlepsza obrona jest atak czy jakoś tak... Więc bez zbędnych ceregieli rzucił się do przodu i złapał ogromnymi łapskami swojego wroga. Etiris z stoickim spokojem cisnął swoim przeciwnikiem o ziemię, jednak widząc że ten ma jeszcze siły się podnieść złapał go za głowę i z okropnym chrzęstem skręcił mu kark. Dopiero teraz gdy opadła mu adrenalina zauważył że walczył z elfem... cholernym jasnym elfem... a te gnoje nigdy nie chodziły same... co mogło oznaczać że albo jest ich więcej w zaroślach lub... że atakowały właśnie Materida... Wojownik powoli schylił się po bukłak pełen wody i spokojnym krokiem skierował się do obozowiska... wiedział że gdy przyjdzie to będzie musiał wyzbierać resztki elfów... no bo w końcu był ucywilizowany i wolał upiec swój obiad niż jeść go na surowo...


C.D.N ? :> (w zaleznosci od tego czy sie spodoba :P)
W oczekiwaniu na przyszłość :)

http://antilus.mybrute.com

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #19 dnia: Styczeń 28, 2008, 04:55:46 pm »
V

Soulern otworzył oczy. Leżał na plecach, nad sobą miał czerwone chmury. Wsparł się na łokciach i rozejrzał.
- O niee, umarłem - jęknął i wstał.
Znajdował się w Otchłani, miejscu, gdzie ludzie trafiają po śmierci. Dopóki nie odkryto cudownych zastosowań magii i zwojów, nawet naprawdę tak było. Aktualnie Otchłań miała charakter poczekalni, dopóki ktoś nie wskrzesi ciała nieboszczyka.
Mag spróbował przypomnieć sobie coś ze swoich ostatnich chwil. Pamiętał szaleńczy bieg do komnaty ze złotem, głupią pułapkę, którą uruchomił, toczącą się kulę i zamykający się korytarz.
Niedobrze, pomyślał. Może nie być już nikogo, kto mógłby mnie wskrzesić.
Co prawda magowie mają swoje dziewięć możliwych żywotów i w ogóle większe łaski od reszty, podobnie z resztą jak koty, ale Soulernowi - tak samo jak kotom - nie chciało się przechodzić przez żmudny proces wyjaśniania powodu straty powłoki cielesnej Szefom i bolesnego jej odzyskiwania.
Rozejrzał się dokładniej. Jeżeli wszyscy zginęli, Jarko i Grave powinni być w pobliżu. Obok niego jednak nie było niemal nikogo, oprócz jakiegoś elfa, który właśnie wstawał, przecierając swą szyję.
- Cześć - zagadnął do niego Soulern. - Jak umarłeś?
- Hej, strzała trafiła mnie w szyję... A ty?
- Zgniotła mnie kamienna kula. - Mag wzruszył ramionami, jak gdyby nie było to nic nadzwyczajnego. - Czy my przypadkiem się już nie spotkaliśmy?
- Możliwe. Czekaj, chyba coś słyszę... Tak, ktoś czyta zwój rezurekcji - rozpromienił się elf. Po chwili uśmiech znikł, skrzywił się - Mam nadzieję, że tym razem ci idioci z grupy nie zapomną wyjąć najpierw tej strzały.
Mag zachichotał. Prawda, czasami niezbyt rozgarniętym towarzyszom zdarza się zapomnieć usunąć przyczyny zgonu z ciała martwego. Pamiętał, jak kiedyś 'obudził się' bez dwóch palców. Elf spojrzał na niego krytycznie i znikł. Soulern pozostał sam.
- ...Azad, i wszyscy inni słyszący mnie w tej chwili bogowie... - Usłyszał nagle. - ...Przywróćcie duszę... - tak, to na pewno był głos Jarka - ...a odpłacimy Wam to w Jałmużnie ku czci... - Maga otoczyła światłość. - ...Amen.
Światłość zgasła, zapadła całkowita ciemność. Soulern otworzył oczy.

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

Offline System

  • P'haq u
  • *******
  • Wiadomości: 1840
  • Pochwał: 20
  • Siła!
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #20 dnia: Styczeń 30, 2008, 07:06:49 pm »
Jeśli ktoś skończył swoje opowiadanie, prosze pisać do mnie na pm z cała treścia (jak się zmieści :P ) to będe tworzyć wątki z waszym pełnym opowiadaniem a osoby beda je komentować.
"Czekaj...Czy ja k***a lubię poziomki?"

Offline Antilus

  • ***
  • Wiadomości: 300
  • Pochwał: 1
  • Son of Sam :P
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #21 dnia: Styczeń 30, 2008, 09:27:19 pm »
czesc II :)



Etiris wystawił głowę zza skały. Tak jak przewidywał wrogowie czekali przy wyjściu na jego powrót. Usiadł pod ścianą grzebiąc w parcianej torbie w poszukiwaniu eliksirów leczniczych... No tak zabrakło mu ich przy ostatnich dwudziestu nieumarłych... Powoli podniósł sie z ziemi, czując zawroty głowy. Miecz i pikę założył na plecy. Wyszedł zza skały i ryknął najgłośniej jak umiał. Tak jak przewidział ściągnęło to uwagę wroga. Ork rzucił sie do ataku gołymi rekami. Najbliżej miał do uzdrowiciela, który po chwili leżał pod ściana ze złamanym kręgosłupem. Etiris poczuł jak coś lekko uderza go w biodro. Popatrzył przez ramie. W jego zbroi utkwił miecz Paladyna. Nie zwracając uwagi na ból nasz bohater złamał oręż i zmiażdżył głowę wojownika. Etiris omiótł wzrokiem pole walki. W jego kierunku biegł elf uzbrojony w dwuręczny miecz. Ork roześmiał się ruszając na spotkanie napastnikowi. Gdy przeciwnik zamachnął się aby zadać mu cios Etiris bez problemu wytrącił mu miecz z rąk. Podniósł oręż i mruknąwszy coś o pokazywaniu jak tym walczyć odciął głowę elfowi. Teraz gdy opadł szał wywołany walką poczuł ból spowodowany raną. Kuśtykając oddalił się ku wyjściu.


Mam nadzieję ze ta czesc wam sie spodoba... niestety pisana jest na szybko :/ nastepna napewno bedzie lepsiejsza :)

By Antilus
W oczekiwaniu na przyszłość :)

http://antilus.mybrute.com

Offline Chadwao

  • ***
  • Wiadomości: 119
  • Pochwał: 4
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #22 dnia: Styczeń 31, 2008, 02:04:08 pm »
Opowiadanie,a właściwie niewielki opis wydarzenia, wysłane przy rejestracji na jednym z serwerów klimatycznych.

***

Niebieski ogień wesoło skakał po drwach w kominku, rozświetlał niewielki pokoik, rzucał setki cieni na różnorakie przedmioty w nim się znajdujące. W pobliżu kominka ustawiony był fotel, który zdawał się być bardzo wygodnym meblem, obłożony skórami zdawał się być fotelem, w którym można było spokojnie i smacznie zasnąć. Siedział w nim dość młody mężczyzna, choć jego oczy wcale nie zdradzały młodego wieku, a wręcz przeciwnie zdawały się być oczami kogoś zupełnie doświadczonego przez czas, mimo to twarz i postura człowieka były jak najbardziej młodzieńcze. Przy fotelu znajdował się sporo mniejszy, w zasadzie mógłby pełnić rolę fotela dla niezbyt dużego człowiek lub dla dziecka. Jednakże  to nie dziecko zasiadało w nim, choć na pierwszy rzut oka mogło się tak zdawać. Gdy jednak oczy przyzwyczaiłyby się do półmroku dostrzec można by było szpiczaste uczy, głowę porośniętą sierścią, łapy i ogon, cała postać ubrana była w ludzki strój lecz człowiekiem nijak nie była. Przypominała raczej dużego kota, wielkości  dziecka. Choć może mianem kota też nie powinno się osoby tej nazwać bo koty chadzają na swoich czterech łapach a owa postać używała jeno swych tylnych kończyn, także ni kot ni wydra można by rzec. Na przeciw dużego fotela stało krzesło wyścielone skórami aby zapewnić siadającemu odpowiedni komfort i wygodę. Siedział na nim młody człowiek, tak on na pewno był młody, siedział i nie za wiele mówił, spoglądając raz na mężczyznę raz na jego towarzysza.
- Czemu się tak przyglądasz, młody człowieku? - zapytał mężczyzna z fotela.
- Bom panie nigdy takowych dziwów nie widział, a wiedzieć musisz, żem jeszcze nie przywykł do różności jakie się znajdują w twoich ziemiach.
- Chodzi ci o mego towarzysza tak? To Kai, mój wierny druh i najznamienitszy przyjaciel. Jego wygląd może trochę zaniepokoić, ale naprawdę jeśli ci on aż tak przeszkadza czy rozprasza cię mogę go poprosić o wyjście, choć nie wiem czy się zgodzi.
- Myślę, że nie będzie takowej potrzeby, za chwil kilka winienem się doń przyzwyczaić, tylko jak już mówiłem to nie takie rzeczy widywałem wcześniej. - wziął głęboki wdech. Panie przybyłem bo wieści o twej wiedzy i umiejętnościach daleko od twych ziem sięgają, mówią że każdy sen możesz zinterpretować i że każdemu możesz doradzić, prawda li to?
- Nie przesadzajmy, aż taki dobry w mym fachu to nie jestem.
Na fotelu obok coś się poruszyło i słychać było tylko chrząknięcie.
Młody człowiek na krześle uśmiechnął się tylko lekko gdy spotkał wzrok  towarzysza swego rozmówcy, który wesoło łypał nań oczami, jakby się nie zgadzał z jego ostatnimi słowami.
- No tak, mogłem się po tobie tego spodziewać - uśmiechnął się człowiek w fotelu patrząc na swego towarzysza.
- On wie co mówi Panie, wiem, że skromność jest cnotą ale w twoim przypadku żadne skromności nie ukryją tego co ludzie już wiedzą. - skłonił się ładnie z krzesła.
- No dobrze dobrze, skończmy z komplementami, zacznijmy mówić o tym poco do mnie przybyłeś młodzieńcze.
- Dobrze Panie. Otóż kilka tygodni temu przyśnił mi się bardzo dziwny sen i właśnie w jego sprawie przyszedłem do ciebie, prosić o pomoc chciałem a i mam czym zapłacić.
- Hmm, pomoc uzyskasz a czy warto będzie za nią płacić to się okaże jak bardzo ona będzie ci pomocna. Zatem rychło opowiadaj co to za sen, a w tym czasie Kai przyniesie nam trochę wina coby nam w gardłach nie zaschło, prawda Kai?
Wesołe mruknięcie potwierdziło słowa mężczyzny.
- Zaczynaj młodzieńcze.
- Zatem, stało się to kilka tygodni temu...

***

Offline Lama Pidżama

  • ***
  • Wiadomości: 244
  • Pochwał: 0
  • fuzzy lama
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #23 dnia: Czerwiec 04, 2008, 06:26:40 pm »
Takie opowiadanko mojego autorstwa... zapraszam do komentowania jak sie spodoba to i drugi rozdział napiszę.  :D. Aaaa i to moj taki debiut jakby... nigdy nic nie publikowałem :P

Rozdział I

- Na własne oczyska jo żem go panie widzioł! Wielkie to panie jak trzy domy w kupie! Cały paskudny taki panie i...
- A gdzież widziałeś tą straszną bestie dzielny czlowieku? - przerwał Creydenn z ironią w glosie.
- Tuż nad polami tych przeklętych Orków z Ketry! Ku nas leciała, na pewno te gadziny na ją na nas nasłały!
- Ech tak... to na pewno muszą byc one... A teraz musisz mi wybaczyc... musze coś zrobic.
- Oczywiście! Ale panie jokby co trza było zrobic to ja zawsze pomoge!
- Tak, tak będę pamiętał.
- To bywoj w zdrowiu panie czarowniku!
- Taaaak... Bywaj bywaj...
Wieśniak z służalczym usmiechem zszedł z krzesła i wyszedł z komnaty. Creydenn z uśmiechem na twarzy wrocił do czytania księgi.
Ale skończenie lektury widocznie nie było mu dane. Okropny trzask i huk dało się slyszec nawet w zamknietej komnacie.
- Co do licha! - drow położył książkę i szybko wybiegł z pomieszczenia. Spojrzał przez barierke w dół. Trzeba przyznac ze nie spodziewal sie zobaczyc
przy koncu schodow lezacego wiesniaka.
- Ja tu panie nic.. wychodzę juz! - wieśniak szybko podniósł się z ziemi i potykając sie pobiegł do wyjscia z wieży.
- Co za dzień... - mruknął Creydenn sam do siebie i wrocil do komnaty. Gdy tylko wszedł zamknął za sobą drzwi zaklęciem, naprawde miał już dośc tych
wszystkich chlopów i ich problemów. Podniósł książkę z rzeźbionego stołu, usiadł w fotelu i zabrał się za czytanie.
- Paaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaanie! - krzyk pełen strachu przeszył powietrze jak strzała a tuż po nim rozległo się glośne, denerwujące pukanie w drzwi. Creydenn zły nie na żarty siedział w fotelu trzęsąc się ze złości.
- Paaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaanie! Beeeeeeeeeeeeeeeeeeeestyjaaaaaaaaaaaaa! - następny identyczny krzyk...
- Już ide cholera, już ide! - Creydenn odrzucił książke, porwał swoją rzeźbioną różdzkę i pobiegł do drzwi. W biegu wymruczał zaklęcie które z impetem je otworzyło. Za nimi wieśniaka już nie spotkał. Nie zastanawiając się długo zbiegł po schodach z prędkością ktorej niejeden mag by pozazdrościł. Za drzwiami jego bezpiecznej, wysokiej wieży
zdołało się rozpętac już prawdziwe piekło. Domy płonęły, kobiety i dzieci krzyczały, a wszędzie biegała straż.
- Paaaaaaaaaaaaaaaaaaaanieeeeeeeeeee! - wieśniak którego drow od razu rozpoznał rzucił się ku niemu. - Bestyja paaaaaanie ratuuuuuj! - ognista kula uderzyła w pobliski dom. Czarodziej odepchnął od siebie wieśniaka i spojrzał w górę, to było to czego się obawiał. Smok cały pokryty czerwoną łuską krążył nad miastem co chwilę plując wielkimi kulami ognia w miasto.
- Valakas tutaj... to... to niemożliwe... - wymruczał Creydenn wciąż patrząc na smoka. - wyszedł z jamy...? ale jak....? - z rozmyślań wyrwało go uczucie... przypiekanej skóry? Drow nie tracąc głowy - wkońcu bywało gorzej, a on był przecież Panem Wiatru i Burz. Smagnął wiatrem płomien, który pełzł jak robak po jego szacie. Płomyk zniknął. Miał sczęscie... gdyby płomien był wiekszy juz był by pyłem. Po dłuższym zastanowieniu wrocił do swojej wieży. Co robic cholera co robic?! Przez chwilę przeszła mu przez głowę perspektywa ucieczki, ale przecież nie mógł zostawic tych ludzi... no i nie było jak zwiac.
- Jaki ja głupi jestem... - Creydenn po chwili pacnął się w głowę i pobiegł schodami na szczyt wieży.  Wkońcu dysząc okropnie znalazł się na samym sczycie wieży. Dach jego wieży był bardzo nietypowym dachem, był owalny płaski, budowany z dziwnego materiału którego nazwy sam Creydenn nie znał. To wszystko nadawało dachu wygląd raczej komnaty bez sufitu..
   Drow zaczał szybko krzyczec dziwne słowa wykonując przy tym równie dziwne gesty.
- N'ameeen! - ryknał wkońcu czarodziej kończąc inkantację. Czarne chmury natychmiast skłebiły się na niebie. Pierwszy grzmot... pierwszy piorun... descz... grzmot, piorun. Minuta wystarczyła by burza rozpętała się na dobre. Sam zaś drow schowany w magicznej barierze z zadowoleniem oglądał swoje dzieło... To była piękna burza, zdecydowanie najlepsza jaką kiedykolwiek wyczarował. Zgodnie z oczekiwaniami Creydenna smok zaryczał tak że czarodziej poczuł jak wieża drgnęła. Błyskawica uderzyła w łuski na piersi Valakasa. Smok ryknął po raz drugi nie tyle z bólu co ze złości,  załapotał skrzydłami,  ryknał po raz trzeci i odleciał w stronę Kuźni Bogów - swego legowiska. Creydenn wciąż z uśmiechem na twarzy osunął się na posadzkę.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 05, 2008, 08:07:58 pm wysłana przez Lama Pidżama »

Offline Soulern

  • The Soulern. The.
  • Administrator
  • ********
  • Wiadomości: 3318
  • Pochwał: 14
  • Spam Slayer
Odp: Opowiadania klimatyczne ;)
« Odpowiedź #24 dnia: Czerwiec 05, 2008, 09:13:21 pm »
VI

Tym razem mag nad głową miał kamienny sufit. Poniżej znajdowały się kamienne ściany, drewniane drzwi, łańcuch, Jarko, dość mocno krwawiący Grave, kilka skrzyń oraz jedna sztuka mrocznego elfa.
Owy mroczny elf nie wyglądał na promieniejącego szczęściem. Jego skórzany pancerz był podniszczony, twarz przecinały blizny. W  ręku trzymał jednak wspaniały magiczny miecz. Długi, błękitny i wąski; widać było, że wygodniej jest nim kłuć niż ciąć. Za rękojeścią klinga kończyła się po raz drugi. Całość jarzyła się na lekki, czerwony kolor...
 Przyjaciele Soulerna byli pozbawieni broni i przykuci do ściany łańcuchem. Jarko trzymał w ręku zwój, spoglądając niepewnie na właśnie wskrzeszonego maga.
- Ty tam, na podłodze, żyjesz już? - głos elfa był wysoki i chłodny, jak gdyby jego właściciel był nawiedzony. Spoglądał na maga, krzywiąc się. - Czy też mamy cię wyrzucić?
- Mi również jest miło. - teraz i mag skrzywił się, leżąc na kamiennej podłodze. - Gdzieś ja jestem?
- Zgadłeś. Jesteś w mojej kryjówce. - wargi jedynego posiadacza broni w pomieszczeniu wykrzywił uśmiech. - Będziesz służył mi jako ofiara do mojego rytuału, podobnie jak i reszta. Na razie zostaniesz przykuty z twymi przyjaciółmi, muszę poszukać jeszcze jednego człowieka. - Tajemniczy jegomość z mieczem zrobił jakiś gest. Zanim Soulern cokolwiek zdążył zrobić, został przymocowany do ściany. Broń i jego właściciel wyszli.
 - Co się stało? Kto to jest? Jakim sposobem tu jesteśmy? Dlaczego on ma tamten miecz, a ja nie? - zapytał jednym tchem mag.
 - Gdy odchodziliśmy od tamtej budowli - odpowiedział mu Jarko - zostaliśmy zaatakowani od tyłu. Jakimś sposobem ten ktoś spowodował, że nie mogliśmy się obronić... Dalej ani ja, ani Grave nic nie pamiętamy. Dopiero tutaj się obudziliśmy, już bez broni i przykuci. Potem ten elf zmusił mnie do wskrzeszenia ciebie. Wtedy również nic nie mogłem zrobić, po prostu coś wstąpiło we mnie, nogi same wstały, bez mojego udziału usta wypowiedziały inkarnację... Gdy byliśmy nieprzytomni, musiał coś nam podać, nie mogę używać żadnych zaklęć, tobie też to pewnie dał teraz...
 Soulern popatrzył na swoje palce. Spróbował wyczarować iskrę. Ku zdumieniu Jarka, udało mu się to bezproblemowo.
Chwilę później cała trójka zrzuciła z siebie stopiony metal, a Grave, już bez żadnych ran, wstawał z podłogi.
 - Nie rozumiem - zdziwił się łucznik. - przecież nie jest to możliwe, żeby ten długouchy czarnuch zapomniał, że nie tylko my potrafimy się bronić.
- Może pomówimy o tym, gdy zdobędziemy nasz ekwipunek? - zaproponował mag, odrywając roztopione resztki łańcucha od rękawa - teraz nie jesteśmy bezpieczni. Szczególnie bez broni. Tamten dziwny elf tu może wrócić, a ja nic właściwie mu nie zrobię, nie mając niczego pod ręką.

Drzwi z hukiem uderzyły o kamienną ścianę naprzeciwko. Trzy osoby - udając, że nic się nie stało - wykradły się cicho z pomieszczenia do kamiennego korytarza.
 Wyglądało to na lochy jakiegoś zamku, którego nikt nie użytkował od kilkuset lat. Nie było tam żadnych okien, jedynie pochodnie wiszące na ścianach. Byli tam sami, nie było śladów mrocznego elfa. Po przeszukaniu kilkunastu pomieszczeń, przyjaciele nie znaleźli swoich rzeczy. Na drugim końcu korytarza znaleźli przynajmniej wyjście.

 Faktycznie znajdowali się w ruinach zamku. Nad światem zapadła już noc, ciszę zakłócał jednak trzask ogniska gdzieś dalej.
Skradając się do niego, zobaczyli elfa. Nie zauważył ich, zajęty był liczeniem zdobytych właśnie pieniędzy. Ekwipunek dwóch magów i łucznika leżał obok.
Soulern zauważył brak jednej, najważniejszej rzeczy... Jego laski.
- To może zróbmy tak - usłyszał mag szept Jarka. - Ty odwróć jego uwagę, a my spróbujemy przekraść się od tyłu i go ogłuszyć. Wtedy się z nim jakoś rozprawimy.
- Taaa, załatwione - mruknął, powtarzając w myślach najgorsze przekleństwa dla siedzącego przy ognisku rabusia. - Jakoś sobie poradzę. Idźcie...
Gdy poszli, mag pstryknął palcami. Źródło światła nagle zajęło niczego nie spodziewającego się elfa, zapalając jego ubranie. Soulern wyszedł z ukrycia, mając nadzieję, że Grave i Jarko zaraz też się pojawią, za plecami złodzieja.
- Ty tam, na ziemi, żyjesz? - wrzasnął - Czy mam cię skremować?
- Tyy... - Mroczny elf zwrócił się w jego stronę. Ogień na nim zgasł, czego jego rozmówca się nie spodziewał; wyczarowanie kolejnego zaklęcia zapalającego zamie mu dużo czasu... - Uwolniłeś się... Trudno, zaraz zobaczysz, że są rzeczy gorsze niż śmierć...
Soulern spróbował szybko spowolnić przeciwnika. Nic się jednak nie stało. Zdumiony, jeszcze raz wyczarował spowolnienie. Znowu jego zaklęcie nie przyniosło żadnego skutku. Elf zablokował jego zaklęcia...
Ogarnął go huragan, upadł na ziemię, został do niej przyciśnięty. Pierścienie maga - rzecz, która jeszcze mu się ostała - przyjęły na siebie i pochłonęły piorun. Nie mógł oddychać...
Nagle zaklęcie blokujące jego płuca znikło. Tak samo wiatr i blokada magii. Soulern spojrzał w stronę wroga.
Leżał on na ziemi. Nad nim stał uśmiechnięty Grave, trzymając w obu rękach duży, płaski kamień.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 06, 2008, 02:07:07 pm wysłana przez Soulern »

And the odd crowd packed all around
Is listening still
Nobly
Subtly

http://dragcave.net/user/Nathel

 


Strona wygenerowana w 0.13 sekund z 18 zapytaniami.